Jean Michel JarreEquinoxe Infinity

Moderatorzy: monsoon, fantomasz, radek tymecki

Awatar użytkownika

greenocean
Doświadczony
Posty: 75
Rejestracja: 24 mar 2009, 0:35
Lokalizacja: Giżycko
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Equinoxe Infinity

Post #115420 autor: greenocean » 08 paź 2018, 19:59

Ostatni post z poprzedniej strony:

Cieszą się, bo Jarre jest specem od celebry i niejedno pokolenie nabił w butelkę.
Ostatnio zmieniony 08 paź 2018, 22:30 przez greenocean, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

00adamek
Zaawansowany
Posty: 143
Rejestracja: 12 lip 2004, 17:23
Lokalizacja: Dobra k.Szczecina
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: dużo by wymieniać ...
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 57
Status: Offline

Post #115421 autor: 00adamek » 08 paź 2018, 21:58

Sublime pisze:Tutaj to już aż do bólu przypomina melodyjne granie rodem z Magnetic Fields czy Rendez-Vous ...

Nie obrażajmy Magnetic Fields czy Rendez-Vous ... :D

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

greenocean
Doświadczony
Posty: 75
Rejestracja: 24 mar 2009, 0:35
Lokalizacja: Giżycko
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #115424 autor: greenocean » 09 paź 2018, 0:14

Nie obrażajmy Charlotte Rampling, która to wszystko komponowała dla Janka z miłości i chciała być incognito :D Odeszła i Jarre już nie umie...

Co robić, jak żyć??? :D :D :D

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

tommsonn
Stary wyga
Posty: 367
Rejestracja: 21 sie 2008, 12:35
Lokalizacja: WMG
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115428 autor: tommsonn » 09 paź 2018, 10:56

greenocean pisze:Nie obrażajmy Charlotte Rampling, która to wszystko komponowała dla Janka z miłości i chciała być incognito :D Odeszła i Jarre już nie umie...

Co robić, jak żyć??? :D :D :D


"W dniu 8 października 1978 wyszła za mąż za poznanego dwa lata wcześniej wybitnego kompozytora i muzyka francuskiego Jeana-Michela Jarre’a"

Oxygene, to 1976 rok,więc nie ma bata musiał jednak zrobić sam, chyba że komponowała już jako Jego dziewczyna ;)
TomekS

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

greenocean
Doświadczony
Posty: 75
Rejestracja: 24 mar 2009, 0:35
Lokalizacja: Giżycko
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #115429 autor: greenocean » 09 paź 2018, 15:07

wikipedia wprost nie napisze, ale dobrze kombinujesz :D

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Tellur
Zaawansowany
Posty: 144
Rejestracja: 26 paź 2008, 22:28
Lokalizacja: Ożarów Mazowiecki
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115430 autor: Tellur » 09 paź 2018, 16:00

To jest ewidentnie kawałek singlowy albumu, obliczony na słuchacza radiowego. Pełni taka samą funkcję co poprzednie single, więc niewiele może nam powiedzieć o albumie jako takim.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115433 autor: Belmondo » 10 paź 2018, 10:57

Hehe, gdybyscie cala swoja energie, ktora zuzywacie na marudzenie przekuli w solidna, rzeczowa krytyke (a jest o co sie zaczepic), do której trudno bylo by sie obiektywnie przyczepic, to mielibyscie poczytnosc wieksza niz JMJ sluchalnosc i pewnie jeszcze swoja kolumne w ktoryms z opiniotworczych magazynow.
Podejmie ktorens wyzwanie?
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115436 autor: jman » 10 paź 2018, 16:29

Podejmie ktorens wyzwanie?


Broń Boże, ta rola zarezerwowana jest wyłącznie dla Ciebie Belmondo ;)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 516
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115439 autor: Sublime » 11 paź 2018, 17:51

Belmondo pisze:Hehe, gdybyscie cala swoja energie, ktora zuzywacie na marudzenie przekuli w solidna, rzeczowa krytyke (a jest o co sie zaczepic), do której trudno bylo by sie obiektywnie przyczepic, to mielibyscie poczytnosc wieksza niz JMJ sluchalnosc i pewnie jeszcze swoja kolumne w ktoryms z opiniotworczych magazynow.
Podejmie ktorens wyzwanie?


Belmondo broni JMJ w sposób znany fanom JMJ, a przecież podobno jest krytyczny wobec jego nowej twórczości. To jak to jest? :oops:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

greenocean
Doświadczony
Posty: 75
Rejestracja: 24 mar 2009, 0:35
Lokalizacja: Giżycko
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #115440 autor: greenocean » 11 paź 2018, 18:42

wątek Mu się urwał i marudzi :D

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115460 autor: Belmondo » 18 paź 2018, 21:50

Haha, wiedzialem, ze na gadaniu sie skonczy :P
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 944
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115462 autor: PM7 » 20 paź 2018, 16:45

Belmondo pisze: pewnie jeszcze swoja kolumne w ktoryms z opiniotworczych magazynow.


Gra niewarta świeczki. Znałem dyrektora banku który pisał artykuły dla specjalistycznego magazynu który jest do kupienia w salonach prasowych w całej Polsce.
Jakiś czas pisał za darmo, do czasu aż kazali sobie płacić za to że publikują jego teksty, to przestał pisać :D

Belmondo pisze:Hehe, gdybyscie cala swoja energie, ktora zuzywacie na marudzenie przekuli w solidna, rzeczowa krytyke (a jest o co sie zaczepic), do której trudno bylo by sie obiektywnie przyczepic, to mielibyscie poczytnosc wieksza niz JMJ sluchalnosc


Nie ma cudów Panie Jezu. Napisać można (dużym nakładem czasu i wysiłku), ale nie trafiłoby to do publikacji, a nawet gdyby jakimś cudem trafiło, to i tak nie byłoby poczytne, a z tych którzy by przeczytali i tak by się przyczepili.

Dotychczas ani w kręgu amatorów ani znawców, nie mamy powszechnie przyjętej definicji sztuki, dobrej sztuki, dobrego obrazu, czy dobrej muzyki.

Istnieją tylko pewne środowiska i szkoły, wzajemnie się nie zgadzające ze sobą, a które ja osobiście dzielę na wysokie, tradycyjne, rozrywkowe, leniwe, hochsztaplerskie oraz tych którym brak piątej klepki. (zdarza się że ktoś należy równocześnie do więcej niż jednego, najczęściej do ostatnich trzech)
Jedyne co można by zrobić tak żeby nie szło się przyczepić, to porównać, skoro jesteśmy przy JMJ, kompozycje dawne, obecne, zrobić analizę, porównać i można by wykazać że uprościł.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115463 autor: Belmondo » 21 paź 2018, 10:30

PM7 pisze:Gra niewarta świeczki. Znałem dyrektora banku który pisał artykuły dla specjalistycznego magazynu który jest do kupienia w salonach prasowych w całej Polsce.
Jakiś czas pisał za darmo, do czasu aż kazali sobie płacić za to że publikują jego teksty, to przestał pisać :D

Nie ma cudów Panie Jezu. Napisać można (dużym nakładem czasu i wysiłku), ale nie trafiłoby to do publikacji, a nawet gdyby jakimś cudem trafiło, to i tak nie byłoby poczytne, a z tych którzy by przeczytali i tak by się przyczepili.


Na bazie jednego przykladu, ktory ma potwierdzic jedynie twoj schemat myslenia, usilujesz budowac regule, ktora ma dotyczyc wszystkich.
To jest postrzeganie wybiorcze i projekcja w jednym.
Jest cala masa ludzi, ktorzy zyja z pisania, mysla uzpelnie inaczej i potrafia zainteresowac tym innych. Bez tego nie mielibysmy poczytnych ksiazek, gazet, magazynów, czasopism, opracowan, recenzji czy nawet blogow.

PM7 pisze:Jedyne co można by zrobić tak żeby nie szło się przyczepić, to porównać, skoro jesteśmy przy JMJ, kompozycje dawne, obecne, zrobić analizę, porównać i można by wykazać że uprościł.


To studium upadku czy jedynie puste slowa?
Akurat JMJ dostarczyl tyle materialu, ze dalo by sie stworzyc ogromne opracowanie, ktorym nawet moglo by sie udac zdobyc zainteresowanie samego bohatera przy odpowiednim podejsciu. To wyjatkowo barwny temat. Pewnie nalezalo by wyjsc od porownania i analizy, ale to jedynie bylo by jadro, wokol ktorego nalezalo by zbudowac duzo wiekszy obraz, glownie z informacji niedostepnych swobodnie w internecie. Owszem, wymagalo by to duzego nakladu i wysilku, ale przede wszystkim spojrzenia nie tylko przez czubek wlasnego nosa.
No pain, no gain.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 944
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115465 autor: PM7 » 21 paź 2018, 21:19

Belmondo pisze:
Na bazie jednego przykladu, ktory ma potwierdzic jedynie twoj schemat myslenia, usilujesz budowac regule, ktora ma dotyczyc wszystkich.
To jest postrzeganie wybiorcze i projekcja w jednym.

Oczywiście że jeden przykład to wiele za mało. Żeby coś w miarę pewnego powiedzieć, trzeba by podać tyle przykładów ile przekracza granice możliwości pamięci ludzkiej (a w każdym razie mojej).

Jednak ten jeden przykład jest ważny, bo jeżeli dyrektor banku, czyli człowiek który miał dość pieniędzy żeby się wypromować, znał się na temacie i dobrze pisał (a wiem że się znał i wiem że dobrze pisał, bo nie raz i nie dwa czytałem jego teksty) to jest to przypadek cokolwiek deprymujący. (a on akurat nie pisał o rynku finansowym, tylko o historii i wojskowości współczesnej, czyli tematach dosyć poczytnych i pokrewnych w pewien sposób do tekstów o muzyce- o jednych i drugich ludzie czytają nie żeby zarabiać, tylko dla swego rodzaju rozrywki)

Można też znaleźć inne przykłady. Jeżeli ludzie którzy w pewnym momencie mieli w księgarniach kilka swoich książek w sprzedaży, mieli z tego, przez pewien czas, koło 500zł miesięcznie, a Korwin-Piotrowska mówi że "większość ludzi mediów zarabia niewiele" to sprawa robi się jeszcze bardziej wątpliwa jako warta zainteresowania.

Belmondo pisze:Jest cala masa ludzi, ktorzy zyja z pisania, mysla uzpelnie inaczej i potrafia zainteresowac tym innych. Bez tego nie mielibysmy poczytnych ksiazek, gazet, magazynów, czasopism, opracowan, recenzji czy nawet blogow.

I całe rzędy wielkości większa masa ludzi którzy stracili na tym tylko czas i pieniądze.

Belmondo pisze:To studium upadku czy jedynie puste slowa?
Akurat JMJ dostarczyl tyle materialu, ze dalo by sie stworzyc ogromne opracowanie, ktorym nawet moglo by sie udac zdobyc zainteresowanie samego bohatera przy odpowiednim podejsciu.


Można. Pytanie tylko czy warto tracić tygodnie a nawet miesiące na coś co może skończyć się nie tylko brakiem zysków, a nawet stratą, czy spożytkować energię na coś co przyniesie pewne pieniądze.

Belmondo pisze:To wyjatkowo barwny temat. Pewnie nalezalo by wyjsc od porownania i analizy, ale to jedynie bylo by jadro, wokol ktorego nalezalo by zbudowac duzo wiekszy obraz, glownie z informacji niedostepnych swobodnie w internecie. Owszem, wymagalo by to duzego nakladu i wysilku, ale przede wszystkim spojrzenia nie tylko przez czubek wlasnego nosa.
No pain, no gain.


Zostawmy takie zabawy dzieciom bogaczy i innym którzy nie muszą się przejmować jkosztami życia.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115466 autor: Belmondo » 21 paź 2018, 22:28

PM7 pisze:Jednak ten jeden przykład jest ważny, bo jeżeli dyrektor banku, czyli człowiek który miał dość pieniędzy żeby się wypromować, znał się na temacie i dobrze pisał (a wiem że się znał i wiem że dobrze pisał, bo nie raz i nie dwa czytałem jego teksty) to jest to przypadek cokolwiek deprymujący. (a on akurat nie pisał o rynku finansowym, tylko o historii i wojskowości współczesnej, czyli tematach dosyć poczytnych i pokrewnych w pewien sposób do tekstów o muzyce- o jednych i drugich ludzie czytają nie żeby zarabiać, tylko dla swego rodzaju rozrywki)


A moze po prostu nie mial nic ciekawego do powiedzenia, albo robil to w sposob malo interesujacy? Jest milion rzeczy, ktore mozna robic zle. Natomiast wygrywaja tylko ci, korzy wyciagaja wnioski i sie nie poddaja mimo miliona porazek.

PM7 pisze:I całe rzędy wielkości większa masa ludzi którzy stracili na tym tylko czas i pieniądze.


Oczywiscie. Wiekszosc ludzkosci woli polowe czasu siedziec na tylku i patrzec jak czas przelatuje im przez palce, a druga polowe marudzic jak to im jest zle. I cale szczescie, bo konkurencja mniejsza, a i latwieszy taki klient :)

PM7 pisze:Można. Pytanie tylko czy warto tracić tygodnie a nawet miesiące na coś co może skończyć się nie tylko brakiem zysków, a nawet stratą, czy spożytkować energię na coś co przyniesie pewne pieniądze.


Oczywiscie ryzyko jest zawsze, jak w kazdej dziedzinie zycia. Niemniej im wyzsza jakosc tym wyzsze szanse na pieniadze.
Trzeba umiec ta jakosc wytworzyc i potem ja sprzedac. Wiekszosc tego nie potrafi, bo nie potrafi postawic sie w roli innej niz swoja. Moze w/w dyrektor cierpial na ta przypadlosc ;)?

PM7 pisze:Zostawmy takie zabawy dzieciom bogaczy i innym którzy nie muszą się przejmować jkosztami życia.


Oczywiscie praca taka wymaga odpowiednich inwestycji. Jak wszystko. Nie znam takich przypadkow w przyrodzie, kiedy cos powstaje z niczego. Natomiast akurat pisanie wymaga relatywnie niskich inwestycji. Duzo wiekszym problemem jest zazwyczaj dobry pomysl, a pozniej sensowna realizacja.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 944
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115468 autor: PM7 » 22 paź 2018, 0:47

Belmondo pisze:
A moze po prostu nie mial nic ciekawego do powiedzenia, albo robil to w sposob malo interesujacy? Jest milion rzeczy, ktore mozna robic zle.


Zapewniam że miał. Pisał nie gorzej i nie mniej merytorycznie niż Michał Fiszer, jeżeli chodzi o tematy wojskowe, a jeżeli chodzi o tematy historyczne to nawet lepiej od wielu historyków, bo raz że styl był dobry i ciekawy, dwa że on się nieźle znał na wojskowości od strony sztabowej ze względu na kontakty z profesjonalnym środowiskiem oficerskim.

Moim zdaniem jest po prostu tak, że pewne prace jak np. pisarstwo wynikają z pewnego sposobu na życie. Np. Paul Carell mógł wydać tomiszcze o operacji Barbarossa i ono się dobrze sprzedawało, bo i tak był historykiem z wykształcenia i z zawodu więc i tak się tym zajmował w godzinach pracy (a żył z pensji wykładowcy, a nie z wydanej książki) i miał autorytet którym mógł tę publikację podeprzeć u wydawców i u nabywców, a to że w swojej książce zawarł informacje niesprawdzone czy wręcz udowodnione jako fałszywe albo pisał głupoty w momentach kiedy pisał o strategii bo nie miał o tym zielonego pojęcia tylko bezkrytycznie powielał opinie Guderiana (który nagle po wojnie zaczął twierdzić co innego niż w trakcie), to juz inna kwestia.

Belmondo pisze:sie nie poddaja mimo miliona porazek.


Łatwo się nie poddawać jak się ma stałe źródło siana na rachunki i codzienne potrzeby. Jak się go nie ma, to po paru porażkach już trzeba po prostu ratować własną skórę.

Belmondo pisze:Natomiast wygrywaja tylko ci, korzy wyciagaja wnioski i


To też jest mit. Pomijam już to że nie da się zagwarantować poprawności wniosków wyciąganych z rzeczywistości empirycznej, ważniejsze jest to że sama filozofia nauki, albo historia metodologii naukowej, dostarcza tysięcy stron przykładów na to jak bardzo poprawne wnioski nie dawały żadnych rezultatów, a bardzo złe dawały wspaniałe rezultaty bo komuś się pofarciło i na podstawie błędnych wniosków zainicjował kierunek badań który okazał się owocny.

Belmondo pisze:Oczywiscie. Wiekszosc ludzkosci woli polowe czasu siedziec na tylku i patrzec jak czas przelatuje im przez palce, a druga polowe marudzic jak to im jest zle. I cale szczescie, bo konkurencja mniejsza, a i latwieszy taki klient :)


Co do zasady się zgadzam. Jednak nie oczekiwałbym zbyt dużo energii od człowieka któremu obowiązki zajmują 10-12 godzin dziennie.
Jeżeli chce coś zmienić w swoim życiu i nie jest szaleńcem, to nie będzie stawiał jedną słabą kartę.

PM7 pisze:Można. Pytanie tylko czy warto tracić tygodnie a nawet miesiące na coś co może skończyć się nie tylko brakiem zysków, a nawet stratą, czy spożytkować energię na coś co przyniesie pewne pieniądze.


Belmondo pisze:Oczywiscie ryzyko jest zawsze, jak w kazdej dziedzinie zycia. Niemniej im wyzsza jakosc tym wyzsze szanse na pieniadze.
Trzeba umiec ta jakosc wytworzyc i potem ja sprzedac. Wiekszosc tego nie potrafi, bo nie potrafi postawic sie w roli innej niz swoja. Moze w/w dyrektor cierpial na ta przypadlosc ;)?

Od jakiegoś czasu odnoszę już wrażenie że masz poglądy zaćmione przez doświadczenia człowieka który miał szczęście i nie zdaje sobie z tego sprawy, bo nie spotkała go dość często sytuacja kiedy bardzo dobrze ułożone plany zawiodły na całej linii. Teraz jednak zaczynam dochodzić do przekonania że sobie tu po prostu trolujesz, bo ciągle powielasz te same ogóle twierdzenia, a nie potrafie sobie przypomnieć nawet jednego przypadku byś podał choć jeden przykład kogoś kto był nikim i odniósł sukces. Tacy ludzie są najczęściej w polach, gdzie było wsparcie państwa (szkolnictwo), słaba podaż (większość nie radzi sobie z naukami ścisłymi) i duży popyt (inżynierowie i lekarze są bardzo pożądani). Tam można racjonalnie iść bo przy spełnieniu jasno określonych warunków szansa na sukces jest duża.

Tam zaś gdzie pcha się masa ludzi, a zapotrzebowanie jest znikome, są stosy trupów i kilku bohaterów którym się udało. Być może dlatego że zgubili się we mgle i nie poszli pod ogień z głównym kierunkiem natarcia tylko wpadli do jakiejś studni z której długo nie potrafił się wygrzebać, a w międzyczasie wróg zrobił unskilled bombardment i pozamiatał niechcący własne wojsko.
Albo przekupili kogoś żeby ich zadekował. Ale tego nikt nie widzi bo bitwa toczy się we mgle, a bohater nie przyznaje się że po prostu miał szczęście albo świadczył mało chwalebne usługi żeby dostać to co ma.
Nigdy np. nie widziałem artykułu w prasie o tenisiście któremu brakło pieniędzy na turnieje zanim zdążył pokonać kogo trzeba, albo o sportowcach którzy w początkach kariery doznali ciężkich kontuzji. A znam takich ludzi osobiście.

Belmondo pisze:Oczywiscie praca taka wymaga odpowiednich inwestycji. Jak wszystko. Nie znam takich przypadkow w przyrodzie, kiedy cos powstaje z niczego. Natomiast akurat pisanie wymaga relatywnie niskich inwestycji. Duzo wiekszym problemem jest zazwyczaj dobry pomysl, a pozniej sensowna realizacja.


Sam pisałeś o danych których nie ma w internecie, czyli żeby je zdobyć trzeba gdzieś pojechać, może nawet wsiąść w samolot, wcześniej namierzając jakoś właściwe osoby, co może zająć bardzo dużo czasu.
Jak ktoś ma ograniczony zasób wolnych roboczogodzin, to lepiej zająć się czymś co daje wysoką pewność zwrotu inwestycji, a nie realizować zamówienie które nigdy nie zostało złożone i najpewniej nigdy złożone nie będzie.
Właśnie dlatego rozsądni ludzie z klasy średniej doradzają swoim dzieciom (które jeszcze dużo wolnych roboczogodzin mają) żeby uczyły się na lekarzy albo inżynierów, a nie na aktorów, dziennikarzy czy nawet muzyków, bo jakby poszły w tę drugą grupę, to najczęściej jest tak że żadnej pracy nie mogą dostać póki się nie wyuczą zupełnie innego zawodu, w międzyczasie smażąc w McDonaldzie czy coś takiego, albo jak jest to muzyk w Polsce to jest cień szansy że gdzieś się zwolni wakat w szkole za pensję poniżej minimalnej bo Karta Nauczyciela i Prawo Pracy to dwa różne systemy walutowe których nie wolno ze sobą mieszać :]

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

greenocean
Doświadczony
Posty: 75
Rejestracja: 24 mar 2009, 0:35
Lokalizacja: Giżycko
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #115471 autor: greenocean » 23 paź 2018, 3:22

PM7 pisze:Ale tego nikt nie widzi bo bitwa toczy się we mgle, a bohater nie przyznaje się że po prostu miał szczęście albo świadczył mało chwalebne usługi żeby dostać to co ma.


Nie muszę zdobywać informacji z nieznanych źródeł, ani z pierwszej ręki - bazuję na tym, co obecnie jestem w stanie sprawdzić. Od momentu pojawienia się You Tube, obejrzałem przez lata kilkanaście wywiadów Jarre'a z lat 76/90. Stałe frazesy : "bonjour ... aujourd'hui ... musique symphonique ... musique électronique ... son traditionnel ... en général ... finalement ... de la France ... " To bardzo ładnie brzmi, ale Jarre zawsze gestykuluje i mówi to samo w każdym wywiadzie - posiłkując się rozstawionymi dookoła niego syntezatorami. I gdy przychodzi coś konkretnego pokazać, ten pan na wizji oszukuje! Kręci coś, byle co - i robi to aktorsko (z wdziękiem gwiazdy filmowej). Nie dość, że nie mówi w wywiadach nic konkretnego o muzyce czy procesie tworzenia, to pokazuje bzdury.
https://www.youtube.com/watch?v=DSQYRfbwE74
https://www.youtube.com/watch?v=B-REukYWE4E
https://www.youtube.com/watch?v=nk76Vbjg9w4

Bitwa toczy się we mgle...

Kiedy mówię "Jarre" - to słowo kojarzy mi się dzisiaj ze słowem "faktoid" (informacja traktowana jako prawdziwa tylko dlatego, że ukazała się w mediach)

Jak więc odróżnić mit od prawdy?

Wikipedia podaje, że 1976, Oxygene... że żona Dreyfus'a namówiła męża... itd. Hmmmmm......

Sprawdzam: (http://www.Discogs.com)

1971 - La Cage/Erosmachine - wydany przez Pathé Marconi, dystrybucja EMI, realizacja nagrania z 1969 przy współpracy z Groupe de Recherches Musicales' dla Radio France.

1972 - Pop Corn Orchestra (Jarre)/ Pop Corn - cover wydany przez Les Disques Motors...

Les Disques Motors: French label (aka "Disques Motors", or "Motors"), launched by Francis Dreyfus in 1970 [...] Les Disques Motors became a sublabel of Disques Dreyfus. Since then all records from Les Disques Motors are released with both logos.

1973 - Les Granges Brûlées (Bande Originale Du Film) - wydany przez Eden Roc...

Eden Roc - French label launched by Francis Dreyfus around 1970, specializing in film soundtracks.

1973 - Deserted Palace - wydany przez amerykańską A Sam Fox Production, ale... Published By – Editions Francis Dreyfus ...

Editions Francis Dreyfus, to nie to samo co Francis Dreyfus Music, założony w 1975 ;)
(Nawet w napisach filmowych Les Granges Brûlées : muzyka: Jean-Michel Jarre - Editions Francis Dreyfus)


1974 - 1906 (Jarre) - Cartolina/Helza - wydany przez Disques Labrador...

Disques Labrador - French ephemeral label, set up by Francis Dreyfus
_______________________________________________________________
No więc? Od 1972 roku do 1974 Jarre wydaje dla "różnych" wytwórni, które są wszystkie Dreyfus'a. To, że Dreyfus zakłada w 1975 "Francis Dreyfus Music" (a w 1978 Disques Dreyfus - for artists with an international market potential) bardziej dowodzi, że chce już "scalić" Jarre'a (którego miał "pod opieką" od lat) i wypromować międzynarodowo. Prawdy nie znamy, chciałbym nadal wierzyć w bajeczki, że Oxygene jako niskobudżetowa płyta, początkowo sprzedawała się słabo, Dreyfus to wydał i wypromował (za namową żony)...

wiki:
"Stawiamy przede wszystkim na Jeana-Michela Jarre’a. Jest wyjątkowy i jesteśmy pewni, że do 1980 będzie znany na całym świecie"
/ówczesny dyrektor Dreyfusa, Stanislas Witold/
Ostatnio zmieniony 23 paź 2018, 3:30 przez greenocean, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115479 autor: Belmondo » 23 paź 2018, 11:44

PM7 pisze:Zapewniam że miał.


Ale najwyrazniej nikt tego nie czytal. I tyle. I mozesz sobie zapewniac w swojej odosobnionej ocenie.
Nie wystarczy pisac. Trzeba pisac w sposob interesujacy dla innych nie dla siebie. To jest podstawowy blad, ktorego wiekszosc piszacych bez odbioru popelnia widzac tylko swoje ego, piszac dla siebie, nie dla innych, a potem biadolacych, ze nikt nie czyta.

PM7 pisze:Łatwo się nie poddawać jak się ma stałe źródło siana na rachunki i codzienne potrzeby. Jak się go nie ma, to po paru porażkach już trzeba po prostu ratować własną skórę.


To moze trzeba zmienic ten stan?

PM7 pisze:To też jest mit. Pomijam już to że nie da się zagwarantować poprawności wniosków wyciąganych z rzeczywistości empirycznej, ważniejsze jest to że sama filozofia nauki, albo historia metodologii naukowej, dostarcza tysięcy stron przykładów na to jak bardzo poprawne wnioski nie dawały żadnych rezultatów, a bardzo złe dawały wspaniałe rezultaty bo komuś się pofarciło i na podstawie błędnych wniosków zainicjował kierunek badań który okazał się owocny.


To nie jest mit. Odjezdzasz daleko od tematu. Klucz w tym, ze to co ma byc napisane ma byc poczytne. Nie oznacza to, ze musi to byc zgodne z rzeczywistoscia empiryczna itd, nie ma byc idealne, idealnie zgodne z czymkolwiek, to ma byc poczytne kazdym mozliwym sposobem. Tylko wtedy jestes w stanie kogokolwiek tym zainteresowac, kto moglby i chcialby za to zaplacic. Tak dziala caly swiat w kazdej dziedzinie.

PM7 pisze:Co do zasady się zgadzam. Jednak nie oczekiwałbym zbyt dużo energii od człowieka któremu obowiązki zajmują 10-12 godzin dziennie.


J.w. akurat pisanie nie wymaga nie wiadomo jakiej energii. To nie jest budowanie mostow po godzinach.

PM7 pisze:Jeżeli chce coś zmienić w swoim życiu i nie jest szaleńcem, to nie będzie stawiał jedną słabą kartę.


Oczywiscie. Stawianie na jedna karte to podstawowy blad.

PM7 pisze:Można. Pytanie tylko czy warto tracić tygodnie a nawet miesiące na coś co może skończyć się nie tylko brakiem zysków, a nawet stratą, czy spożytkować energię na coś co przyniesie pewne pieniądze.


Jezeli zrobisz cos wiecej niz wiekszosc, zwiekszasz swoje szasne. Ale musisz zrobic to lepiej, a nie tak jak wiekszosc, ktora nie chce dostrzec, ze nie robi lepiej, albo w wystarczajacym stopniu lepiej.

PM7 pisze:Od jakiegoś czasu odnoszę już wrażenie że masz poglądy zaćmione przez doświadczenia człowieka który miał szczęście i nie zdaje sobie z tego sprawy, bo nie spotkała go dość często sytuacja kiedy bardzo dobrze ułożone plany zawiodły na całej linii. Teraz jednak zaczynam dochodzić do przekonania że sobie tu po prostu trolujesz, bo ciągle powielasz te same ogóle twierdzenia, a nie potrafie sobie przypomnieć nawet jednego przypadku byś podał choć jeden przykład kogoś kto był nikim i odniósł sukces. Tacy ludzie są najczęściej w polach, gdzie było wsparcie państwa (szkolnictwo), słaba podaż (większość nie radzi sobie z naukami ścisłymi) i duży popyt (inżynierowie i lekarze są bardzo pożądani). Tam można racjonalnie iść bo przy spełnieniu jasno określonych warunków szansa na sukces jest duża.


Popelniasz cala mase bledow poznawczych i szukasz tylko przykladow, ktore potwierdzaja Twoj waski i sztywny schemat myslenia. Swiat jest naprawde znacznie wiekszy i znacznie barwniejszy, ale z powyzszych powodow nie jestes w stanie tego dostrzec. Otworz sobie google (albo np https://www.forbes.com/sites/robertadam ... 32d2ed2377) i poszukaj sobie informacji o poczytnych autorach, bedziesz mial przyklady. Ja tez jestem przykladem czlowieka, ktory startowal kompletnie od zera, pozyczajac kase na ksiazki na studia czy na komputer, bo rodzicow nie bylo stac. Nikt mi w niczym nie pomagal, moze poza kilkoma dobrymi slowami. Wiekszosc moich znajomych, z ktorymi mam bliski kontakt i ktorych wybieram z rozmyslem to ludzie, ktorzy podobnie jak ja doszli do czegokolwiek poprzez ciezka prace, ponoszac tysiace porazek, wyciagajac wnioski, zmieniajac postepowanie jak cos szlo zle, ale szli do przodu czasami nawet ratujac zycie, kiedy cos totalnie szlo nie tak. Masz mentalny problem zrozumiec, ze tylko w ten sposob jestes w stanie do czegokolwiek dojsc, bo wygrywa sie zaledwie kilka razy na tysiace prob, aby nie trzeba bylo cale zycie ratowac swojego zycia. Tak, ze zniecheceniem tez trzeba walczyc i to tysiackrotnie. A jesli sam tego nie potrafisz, to moze potrzebujesz czyjejs pomocy do tego, ale to trzeba tez chciec dostrzec, a nie widziec tylko to co sie chce zobaczyc i powielac ciagle te same schematy. Mozesz to sobie nazywac trolowaniem, tylko szkoda, a to jest Twoj problem, nie moj, ze dla Ciebie moje doswiadczenia, glownie na bazie ktorych pozwalam sobie miec zupelnie inne patrzenie na swiat to trolowanie, a nie sygnal, ze mozna probowac cos zmienic, bo inni maja jakims sposobem lepiej.

PM7 pisze:Tam zaś gdzie pcha się masa ludzi, a zapotrzebowanie jest znikome, są stosy trupów i kilku bohaterów którym się udało. Być może dlatego że zgubili się we mgle i nie poszli pod ogień z głównym kierunkiem natarcia tylko wpadli do jakiejś studni z której długo nie potrafił się wygrzebać, a w międzyczasie wróg zrobił unskilled bombardment i pozamiatał niechcący własne wojsko.
Albo przekupili kogoś żeby ich zadekował. Ale tego nikt nie widzi bo bitwa toczy się we mgle, a bohater nie przyznaje się że po prostu miał szczęście albo świadczył mało chwalebne usługi żeby dostać to co ma.
Nigdy np. nie widziałem artykułu w prasie o tenisiście któremu brakło pieniędzy na turnieje zanim zdążył pokonać kogo trzeba, albo o sportowcach którzy w początkach kariery doznali ciężkich kontuzji. A znam takich ludzi osobiście.


j.w. widzenie tunelowe i w zwiazku z tym szereg bledow poznawczych.

PM7 pisze:Sam pisałeś o danych których nie ma w internecie, czyli żeby je zdobyć trzeba gdzieś pojechać, może nawet wsiąść w samolot, wcześniej namierzając jakoś właściwe osoby, co może zająć bardzo dużo czasu.


Come on, nie trzeba na poczatku wydawac fortuny aby napisac cos ciekawego. Trzeba usiasc, napisac pierwszy tekst, zobaczyc jaki jest odbior, jak jest dobry, to znaczy ze dobry kierunek i mozna dalej, wiecej, jak nie ma odbioru trzeba cos zmienic, potem zweryfikowac i tak szescset powtorzen, jak mowil jeden z moich nauczycieli. Nie ma innej drogi. Bez tego bedziesz caly czas siedzial i biadolil jak to jest zle i nie warto zaczynac, bo akurat jest ogromna szansa na to, ze za pierwszym razem bedzie zle. A potem dopiero zabierac sie za cos wiekszego, co ma duzo wieksze szanse na powodzenie.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 516
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115483 autor: Sublime » 23 paź 2018, 14:22

greenocean pisze:No więc? Od 1972 roku do 1974 Jarre wydaje dla "różnych" wytwórni, które są wszystkie Dreyfus'a. To, że Dreyfus zakłada w 1975 "Francis Dreyfus Music" (a w 1978 Disques Dreyfus - for artists with an international market potential) bardziej dowodzi, że chce już "scalić" Jarre'a (którego miał "pod opieką" od lat) i wypromować międzynarodowo. Prawdy nie znamy, chciałbym nadal wierzyć w bajeczki, że Oxygene jako niskobudżetowa płyta, początkowo sprzedawała się słabo, Dreyfus to wydał i wypromował (za namową żony)...

wiki:
"Stawiamy przede wszystkim na Jeana-Michela Jarre’a. Jest wyjątkowy i jesteśmy pewni, że do 1980 będzie znany na całym świecie"
/ówczesny dyrektor Dreyfusa, Stanislas Witold/


Ale co to ma zasadniczo znaczyć? Apeluję o zachowanie większego dystansu i nie popadania w jakiś obłęd polegający na próbie odkrycia jakiegoś "spisku" związanego z JMJ. Jak rozumiem zawsze muzycy, którzy mają okazję gościć telewizję, powinni wyskakiwać z technikaliami i charakterystycznym słownictwem, a do tego zawsze przymuszać kamerzystów do kręcenia ich na żywo podczas pracy, żeby potem nie było, że durni widzowie znowu oszukani i "nikt tego nie dostrzega"...

To już nie tyle doszukiwanie się, co wręcz manipulowanie pod sugerowaną tezę, która bez konkretnych dowodów jest po prostu niesmaczna. To tylko muzyka... ale co dalej? Dreyfus miał sobie znaleźć przystojnego Francuza, który miałby firmować muzykę robioną dajmy na to przez Geissa, żeby zarobić więcej? Naprawdę... :?
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 944
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115485 autor: PM7 » 23 paź 2018, 16:51

Belmondo pisze:Ale najwyrazniej nikt tego nie czytal. I tyle. I mozesz sobie zapewniac w swojej odosobnionej ocenie.
Nie wystarczy pisac. Trzeba pisac w sposob interesujacy dla innych nie dla siebie. To jest podstawowy blad, ktorego wiekszosc piszacych bez odbioru popelnia widzac tylko swoje ego, piszac dla siebie, nie dla innych, a potem biadolacych, ze nikt nie czyta.

Właśnie o to chodzi! Właśnie dlatego twierdzę że nie należy pisać.

Belmondo pisze:To moze trzeba zmienic ten stan?


I to to też właśnie chodzi! Jak się nie ma pieniędzy, a się ich potrzebuje, to trzeba znaleźć dobry sposób na ich zarobienie, a nie bawić się w dziennikarstwo.

Belmondo pisze:To nie jest mit. Odjezdzasz daleko od tematu. Klucz w tym, ze to co ma byc napisane ma byc poczytne. Nie oznacza to, ze musi to byc zgodne z rzeczywistoscia empiryczna itd, nie ma byc idealne, idealnie zgodne z czymkolwiek, to ma byc poczytne kazdym mozliwym sposobem. Tylko wtedy jestes w stanie kogokolwiek tym zainteresowac, kto moglby i chcialby za to zaplacic. Tak dziala caly swiat w kazdej dziedzinie.


Odnoszę wrażenie że zupełnie nie zrozumiałeś tego co napisałem. Nie mówiłem o artykule, tylko o planowaniu (jakimkolwiek i czegokolwiek).
Jest niemożliwe zagwarantowanie że ułożone plany się sprawdzą, choćby w połowie przypadków. (To samo dotyczy określania tego co się spodoba publice, gdybym był o tym wspomniał)
Można jedynie powielać rozwiązania które się na ogół sprawdzały w przeszłości, a odrzucać te które na ogół się nie sprawdzają. (Bo pewne wnioskowanie jest niemożliwe, a określone rozwiązania były testowane wielokrotnie). I dlatego jeżeli chce się żeby praca przynosiła jakieś dochody, to nie należy zawodowo zajmować się pisaniem, bo na ogół nie przynosi to dochodów.

Belmondo pisze:J.w. akurat pisanie nie wymaga nie wiadomo jakiej energii. To nie jest budowanie mostow po godzinach.


Za zlecone mosty przynajmniej ktoś płaci, i nie jest to męczące intelektualnie, więc teoretycznie np. księgowy mógłby po godzinach pracy, zamiast na siłownię, iść na budowę.

Belmondo pisze:Oczywiscie. Stawianie na jedna karte to podstawowy blad.


W większości przypadków tak. Natomiast najwyższej klasy specjaliści w jakiejś trudnej dziedzinie, za zwyczają ćwiczą się w niej od dziecka.

Belmondo pisze:Jezeli zrobisz cos wiecej niz wiekszosc, zwiekszasz swoje szasne. Ale musisz zrobic to lepiej, a nie tak jak wiekszosc, ktora nie chce dostrzec, ze nie robi lepiej, albo w wystarczajacym stopniu lepiej.


Tak, w omawianym przypadku zwiększam z 0,000000000000001, do 0,000000000000002


Belmondo pisze:A jesli sam tego nie potrafisz, to moze potrzebujesz czyjejs pomocy do tego, ale to trzeba tez chciec dostrzec, a nie widziec tylko to co sie chce zobaczyc i powielac ciagle te same schematy. Mozesz to sobie nazywac trolowaniem, tylko szkoda, a to jest Twoj problem, nie moj, ze dla Ciebie moje doswiadczenia, glownie na bazie ktorych pozwalam sobie miec zupelnie inne patrzenie na swiat to trolowanie, a nie sygnal, ze mozna probowac cos zmienic, bo inni maja jakims sposobem lepiej.


Na szczęście już potrafię. Czego natomiast nie potrzebuję, to nieodpowiedzialnych, szkodliwych rad, doradzających zajmowanie się obszarami które są obciążone takim ryzykiem i konkurencją, że w przytłaczającej większości działalność na tym polu kończy się wyłącznie stratami. Liczenie na warte schylania się zyski z pisarstwa, to jak liczenie na wygraną w totolotka. Dużo lepiej zaoszczędzić te pieniądze, i wydać na uczenie się czegoś na cos jest zapotrzebowanie. Poza tym ogóle działalność twórcza nakierunkowana na pieniądze, jest nieefektywna z punktu widzenia już samej psychologii.

Belmondo pisze:j.w. widzenie tunelowe i w zwiazku z tym szereg bledow poznawczych.

Raczej statystyczne. Na każdego sportowca który odniósł sukces, przypada wielokrotnie więcej ludzi którzy ponieśli porażkę. To samo z aktorami, pisarzami itp. zawodami, które śmiało można nazwać "zawodami wysokiego ryzyka braku przychodów"

Sam podałeś przykład 10 blogów, a blogów są dziesiątki milionów i większość nie zarobi nawet 500zł na roczną opłatę na serwer.
Tymczasem inżynierów czy lekarzy też są dziesiątki milionów, i zarabiają gorzej lub lepiej, ale większość zarabia co najmniej kilka tys. każdego miesiąca. Po prostu są rzeczy których robienie dla pieniędzy to zwyczajna głupota i proszenie się o kłopoty.
Te 10 blogów, potwierdza zresztą inną moją tezę, że pisanie o czymś wynika z całego sposobu życia. Ten nędzny promil blogów który odniósł sukces, to blogi pisane o tym, czym ci ludzie i tak zajmowali się zawodowo. To zupełnie co innego niż pisać o czymś tylko dlatego że tak się zdecydowało.


Belmondo pisze:Come on, nie trzeba na poczatku wydawac fortuny aby napisac cos ciekawego. Trzeba usiasc, napisac pierwszy tekst, zobaczyc jaki jest odbior, jak jest dobry, to znaczy ze dobry kierunek i mozna dalej, wiecej, jak nie ma odbioru trzeba cos zmienic, potem zweryfikowac i tak szescset powtorzen, jak mowil jeden z moich nauczycieli. Nie ma innej drogi. Bez tego bedziesz caly czas siedzial i biadolil jak to jest zle i nie warto zaczynac, bo akurat jest ogromna szansa na to, ze za pierwszym razem bedzie zle. A potem dopiero zabierac sie za cos wiekszego, co ma duzo wieksze szanse na powodzenie.


Sam sobie przeczysz. Zacząłeś od tego, że gdybyśmy energię pożytkowaną na biadolenie przeznaczyli na dobry artykuł to by była niewiadomo jaka poczytność, potem że pewnych potrzebnych danych może nie być w internecie,
Otóż pozwól że wyjaśnię: my jesteśmy normalnymi, szarymi ludźmi, którzy po pracy chcą odpocząć i się trochę rozerwać. Część z nas, po pracy i chwili odpoczynku, znowu pracuje nad czymś rozsądnym, żeby poprawić swoją sytuację w życiu. I dlatego towarzysko sobie rozmawiamy na forum, a nie pracujemy nad napisaniem czegoś, co by nam nic w żaden sposób nie dało, za to odebrało czas na rozrywkę jaką jest wymiana opinii i spostrzeżeń na forum.

Poza tym popełniłeś błąd zbyt wąskiej definicji. Trzeba się uczyć i zaoferować coś na co jest zapotrzebowanie, a nie coś czego nikt nie chce i jest nikomu niepotrzebne.
Tworząc ogólniejszą regułę, od razu mamy szansę odejść od kierunku który od początku był zły, bo statystycznie nieopłacalny, czyli nie pisać, tylko robić coś innego.
Tak się składa że m.in. od Tomasza Jastruna dostałem kiedyś tomik Jego wierszy z autografem, za zwycięstwo w ogólnopolskim konkursie literackim. Ma się rozumieć że robiłem potem rozpoznanie, jak wygląda rynek wydawniczy, później prasowy... To naprawdę nie jest sposób utrzymywania się który bym polecił komukolwiek, no chyba że chciałbym wroga zwabić w pułapkę.

Sublime pisze:To już nie tyle doszukiwanie się, co wręcz manipulowanie pod sugerowaną tezę, która bez konkretnych dowodów jest po prostu niesmaczna. To tylko muzyka... ale co dalej? Dreyfus miał sobie znaleźć przystojnego Francuza, który miałby firmować muzykę robioną dajmy na to przez Geissa, żeby zarobić więcej? Naprawdę... :?


To nie jest takie niedorzeczne jeżeli wziąć pod uwagę co Jarre wyprawiał na koncertach.

Naprawdę, nie rozumiem jak ktoś kto w ogóle umie grać na jakimś instrumencie, mógłby "grać" zupełnie złe nuty, nawet na imitacji tego instrumentu podczas koncertu. Jarre po prostu wielokrotnie prezentował taką nędzę warsztatową, i taki brak jakichkolwiek muzycznych nawyków, że patrząc z tej strony trudno uwierzyć że cokolwiek kiedykolwiek skomponował lub zagrał.
A że miał nazwisku po ojcu, znanym kompozytorze i był przystojny... to na pewno na opakowanie się nadawał.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115486 autor: Belmondo » 24 paź 2018, 0:03

PM7 pisze:Właśnie o to chodzi! Właśnie dlatego twierdzę że nie należy pisać.


Blad poznawczy. Na bazie jednego przykladu nie mozna wyciagac takich wnioskow, zwlaszcza, kiedy wokol nawet siebie gdybys chcial sie rozejrzec, znalazlbys przyklady na zupelnie co innego.

PM7 pisze:I to to też właśnie chodzi! Jak się nie ma pieniędzy, a się ich potrzebuje, to trzeba znaleźć dobry sposób na ich zarobienie, a nie bawić się w dziennikarstwo.


Do zmiany jakosci zycia nie sa potrzebne pieniadze, tylko swiadomosc, ze mozna ta jakosc zmienic. Reszta, lacznie z pieniedzmi przyjdzie potem.

PM7 pisze:Odnoszę wrażenie że zupełnie nie zrozumiałeś tego co napisałem. Nie mówiłem o artykule, tylko o planowaniu (jakimkolwiek i czegokolwiek).


Byc moze, bo odjechales tak, ze skonczylem czytac ze zrozumieniem po dwoch zdaniach :).

PM7 pisze:Jest niemożliwe zagwarantowanie że ułożone plany się sprawdzą, choćby w połowie przypadków. (To samo dotyczy określania tego co się spodoba publice, gdybym był o tym wspomniał)


Oczywiscie.

PM7 pisze:Można jedynie powielać rozwiązania które się na ogół sprawdzały w przeszłości, a odrzucać te które na ogół się nie sprawdzają. (Bo pewne wnioskowanie jest niemożliwe, a określone rozwiązania były testowane wielokrotnie). I dlatego jeżeli chce się żeby praca przynosiła jakieś dochody, to nie należy zawodowo zajmować się pisaniem, bo na ogół nie przynosi to dochodów.


Blad kolejny. Pisanie nie przynosi dochodow z tego powodu, ze tak sie dzieje na ogol, tylko z tego powodu, ze nie umie sie pisac w sposob taki aby dalo sie to sprzedac. Tej umiejetnosci nie posiada wiekszosc, nie oznacza to, ze nie mozna tej umiejetnosci posiasc. Nawet bylbym sklonny powiedziec, ze nawet nie chodzi o pisanie, tylko o temat/pomysl (patrz nizej).

PM7 pisze:Za zlecone mosty przynajmniej ktoś płaci,


Za pisanie tez. Wpp, nie powstal by zaden pisany komercyjny tekst od stuleci.

PM7 pisze:W większości przypadków tak. Natomiast najwyższej klasy specjaliści w jakiejś trudnej dziedzinie, za zwyczają ćwiczą się w niej od dziecka.


I tak i nie.

PM7 pisze:Tak, w omawianym przypadku zwiększam z 0,000000000000001, do 0,000000000000002


Ty moze tak, wiekszosc ludzi zwieksza do znacznie wyzszej wartosci, wpp mielibysmy 6 miliardow glodujacych ludzi i wojne na wojnie.

PM7 pisze:Na szczęście już potrafię.


Nie mam takiej pewnosci.

PM7 pisze:Czego natomiast nie potrzebuję, to nieodpowiedzialnych, szkodliwych rad, doradzających zajmowanie się obszarami które są obciążone takim ryzykiem i konkurencją, że w przytłaczającej większości działalność na tym polu kończy się wyłącznie stratami.


Blad poznawczy. Stratami konczy sie prawie wylacznie nieumiejetne dzialanie, a nie podwyzszone ryzyko i konkurencja. Kazdy obszar obecnie, ktory mi przychodzi do glowy jest obciazony ryzykiem i konkurencja. To co czesto sie sprawdza, to wykraczanie poza przecietnosc i zwyklosc. Mimo bylejakosci wszystkiego mozna coraz czesciej zarabiac na jakosci i to w kazdej dziedzinie. Wpp. nie mielibysmy dodatkowych programow w tv, nie mielibysmy premium marek samochodow, premium sprzetu elektronicznego, czy premium specjalistow, za ktorych inni sa w stanie ekstra placic. To samo dotyczy recenzentow, ktorzy sa opiniotworczy i dostaja ekstra kase za pisanie recenzji. Tak, robia to lepiej niz wiekszosc, bo nauczyli sie sluchac odbiorcow recenzji jak i tych zlecajacych receznje.

PM7 pisze:Liczenie na warte schylania się zyski z pisarstwa, to jak liczenie na wygraną w totolotka. Dużo lepiej zaoszczędzić te pieniądze, i wydać na uczenie się czegoś na cos jest zapotrzebowanie. Poza tym ogóle działalność twórcza nakierunkowana na pieniądze, jest nieefektywna z punktu widzenia już samej psychologii.


Blad poznawczy. J.w. poki co ludzie sa w stanie placic za cos wiecej niz przecietnosc. Jak pisalem wyzej, wiekszosc tych, ktorzy osiagneli fortuny, nie mysleli o pieniadzach, zazwyczaj zaczynali od pasji i ogromnej wytrwalosci.

PM7 pisze:Raczej statystyczne.


Nie bardzo.

PM7 pisze:Na każdego sportowca który odniósł sukces, przypada wielokrotnie więcej ludzi którzy ponieśli porażkę. To samo z aktorami, pisarzami itp. zawodami, które śmiało można nazwać "zawodami wysokiego ryzyka braku przychodów"


Zadaj sobie odrobine trudu i zastanow sie co rozni tych, ktorzy costam wygrali, a tych, ktorzy nic nie wygrali. Do pomocy polecam film polski "110 procent".

PM7 pisze:Sam podałeś przykład 10 blogów, a blogów są dziesiątki milionów i większość nie zarobi nawet 500zł na roczną opłatę na serwer.


I ta sama wiekszosc nawet nie zada sobie pytania dlaczego tak jest, tylko od razu zwala wine na swiat, niesprawiedlowosc, brak szczescia, brak kasy, nie mowiac o wyciagnieciu wnioskow z czegos, co nie przynosi zarobkow, zaden natomiast nie znajdzie problemu w sobie albo w tym, ze po prostu cos zle robi.

Troche sie rozpisze, ale co tam. Od czasu do czasu musze wspolpracowac z polskimi firmami. Zazwyczaj jest to droga przez meke. Opisze jeden przyklad, ktory jest bardzo charakterystyczny przynajmniej dla tych firm, z ktorymi mialem (nie)przyjemnosc wspolpracowac.
Ostatnio szukalem podwykonawcy kilku elementow konstrukcyjnych/budownictwo (nie ma to znaczenia dla sprawy). Szukam w intenrecie takich podwykonawcow. Znajduje kilku (okolo 10) aby miec porownanie co kto robi i za ile. Dzwonie na podane numery. Zaden z podwykonawcow za pierwsza proba nie odbiera. Za druga proba (pol godziny pozniej) tez. Trzecia tez nie przechodzi. Nikt nie oddzwania. W koncu za 5 czy 6 razem dodzwaniam sie. Zadna z firm nie zachowuje sie tak jakby chciala mi cokolwiek sprzedac. 2 firmy z w/w ok 10 sa niedaleko, wiec decyduje sie na to zeby podjechac i na miejscu porozmawiac. Przyjezdzam, zadnego z wlascicieli nie ma, nikt nie wie kiedy beda. Odjezdzam, podjezdzam innego dnia, wlasciciel jednej firmy jest, ale wyraznie ma mnie jako klienta gdzies, ale widze, ze sie nie przelewa delikatnie mowiac. Jade do drugiego. Tym razem jest udaje sie przedyskutowac zamowienie i nawet uzgodnic. Ja musialem jeszcze potwierdzic jedna rzecz i powiedzialem, ze wysle mailem info potwierdzajace- wyslalem, podajac numer telefonu i inne namiary w przypadku pytan i watpliwosci. Oczywiscie zero potwierdzenia czy jakiegokolwiek dziekuje za potwierdzenie/informacje itp. Dwa dni pozniej przychodzi mail z pytaniem o numer mojego telefonu, bo trzeba gdzies wpisac, a podalem w poprzednim mailu, boldem. Oczywiscie do niczego to nie bylo potrzebne, bo ani razu nikt do mnie z tej firmy nie zadzwonil. Ale w koncu skladam zamowienie, nie majac za bardzo wyjscia i czasu na szukanie czego innego. Umawiamy sie na termin realizacji. Zbliza sie termin realizacji, podjezdzam z pytaniem na jakim etapie to jest. Odpowiedz- jeszcze nie zaczelismy.... Wyznaczam konkretny termin po uplywie ktorego zrywam umowe. Dziala, ale tylko czesciowo. Na kilka godzin przed uplywem terminu podjezdzam aby sprawdzic jak sprawy sie maja. Wlasciciel sowiadcza, ze potrzebuje jeszcze tylko jeden dzien, bo costam. Umawiamy sie na nastepny dzien. Podjezdzam, oczywiscie nie gotowe. Pracownik siedzi i pali sobie papierosa (zreszta za kazdym razem kiedy tam bylem siedzial i palil papierosy). Wlasciciel mowi, ze za dwie godzinki bedzie. Podjezdzam za dwie godzinki. Oczywiscie nie gotowe, bo pracownik sie pomylil. Ja mowie, ze zrywam umowe i ze mam to gdzies. Wlasciciel zaczyna mi plakac, ze ma ciezko, ze nie ma klientow i ze potrzebuje jeszcze dwie godzinki i juz bedzie. Podjezdzam za dwie godzinki. Jest, zrobione. Ale zle. Wlasciciel mi znowu placze ze ma ciezko, ze ktostam mu nie placi za faktury. W sumie nie dziwie sie. Jak ma miec klientow, jak nie umie ich obslugiwac, jest nieslowny, nie ma go w pracy i nie odbiera telefonow. Tak dziala duzo polskich firm.
Zadaj sobie teraz pytanie dlaczego tylko kilku na tysiac ludzi jest w stanie zarabiac na czymkolwiek? Skad sa lekarze, do ktorych ciezko sie dobic a wizyta kosztuje dwa razy tyle niz u innych. Bo potrafia pomoc, a nie marudza i sprawiaja wrazenie jakby byli zmeczeni tym, ze w ogole ktos do nich przychodzi. A w moim przypadku wystarczylo robic dobrze i w terminie i mialby zatrzesienie klientow, bo reszta tak jak ten ma klientow w d...ie. Oczywiscie wlasciciel zdziwiony jaki to swiat jest zly, ze nikt nie chce u niego kupowac. Noz k..a. Dokladnie tak samo funkcjonuje wiekszosc ludzi, do glowy im nie przychodzi, ze problem jest w nich samych a nie w swiecie i niesprawiedliwosci na nim.
I masz odpowiedz na pytanie dlaczego ktos za pisanie o polityce, jednym z najbardziej popularnych tematow, lapie milion usd, a ktos nie dostaje zlamanego grosza. Ten pierwszy po prostu dobrze wie, czego od niego oczekuja czytelnicy, a ten drugi ma wszystko i wszystkich gdzies, bo liczy sie tylko wlasne ego.

Nie ma zandego tajemniczego sposobu na sukces. Wiekszosc ludzi mysli, ze to cholernie skomplikowane, ze trzeba miec kase na startm szczescie, a potem dawac w lape. Nic bardziej mylnego, te komunaly, o ktorych pisze, czy tez trollowanie jak to okreslasz, to jest dokladnie recepta, tylko malo kto jest w stanie uswiadomic sobie, ze to jest tak proste, tylko czasem trzeba wlozyc sporo energii i pracy, a niekoniecznie pieniedzy, zwlaszcza w swiecie ociekajacym obecnie tanioscia.

PM7 pisze:Te 10 blogów, potwierdza zresztą inną moją tezę, że pisanie o czymś wynika z całego sposobu życia.


Ja widze nie sposob zycia, tylko pasje, ktora w kilku przypadkach stala sie sposobem na zycie, a w kilku sposobem na zarabianie pieniedzy.

PM7 pisze:Sam sobie przeczysz. Zacząłeś od tego, że gdybyśmy energię pożytkowaną na biadolenie przeznaczyli na dobry artykuł to by była niewiadomo jaka poczytność, potem że pewnych potrzebnych danych może nie być w internecie,


I nadal tak twierdze. Od czasu do czasu pisuje costam w dosc krotkich formach, zdarzylo mi sie tez pisac blogi nie pod soba i prawidlowosc, ktora zauwazam, jest taka, ze jesli napiszesz cos, co powszechnie nie jest znane badz dostepne, to staje sie bardziej poczytne, a akurat ja nie pisze szczegolnie plynnie i elokwentnie, szukam natomiast ciekawych tematow, albo tez, ktore daja ludziom do myslenia albo prezentuja dany temat z innej niz powszechna perspektywy.
Jakbys troche glebiej pokopal w/w 10 topowych blogow, to bys zauwazyl, ze za ta 10 sa tysiace blogow zarabiajacych na siebie, a bedacych o niczym, doslownie o niczym (przynajmniej dla mnie, bo najwyrazniej dla innych sa o czyms). I dlatego uwazam, ze ciekawe przedstawienie "studium upadku" mozna zbudowac w taki sposob, ze bylo by nie mniej poczytne, bo materialu jest naprawde sporo na wyciagniecie reki, znacznie latwiej niz dostepnych niz w przypadku Huffingtona, a zabranie wszystkiego do kupy, postawienie kilka kontrowersyjnych tez, przedstawienie ich w ciekawy sposob, a jak ktos jeszcze umie ladnie pisac po ang. to jeszcze lepiej, nie wymaga nie wiadomo jakich nakladow. Trzeba tylko to zrobic z sensem, inaczej niz inni i tyle. I masz duza szanse na skuces. A najlepiej wczesniej puscic kilka probek i weryfikowac odbior. A zapotrzebowanie na ciekawa tresc zawsze byla i wyglada na to, ze caly czas jest. Ale musi byc ciekawa.
Wierze, ze spora grupa ludzi woli siedziec na d...ie i biadolic zamiast cokolwiek sprobowac. No coz, jak marysienka woli.

PM7 pisze:Otóż pozwól że wyjaśnię: my jesteśmy normalnymi, szarymi ludźmi, którzy po pracy chcą odpocząć i się trochę rozerwać.


To zupelnie tak jak ja.
Ale jezeli biadolenie bez sensu jest rozrywka, to trudno, co robic.

PM7 pisze:Poza tym popełniłeś błąd zbyt wąskiej definicji. Trzeba się uczyć i zaoferować coś na co jest zapotrzebowanie, a nie coś czego nikt nie chce i jest nikomu niepotrzebne.


J.w. na jakosc jest zapotrzebowanie i nic nie wskazuje na to, ze nie ubywa ludzi, ktorzy sa w stanie za nia zaplacic, wrecz przeciwnie.

PM7 pisze:Tworząc ogólniejszą regułę, od razu mamy szansę odejść od kierunku który od początku był zły, bo statystycznie nieopłacalny, czyli nie pisać, tylko robić coś innego.


Statystyka mowi, ze co 6 polak bije swoja zone. Z niej (statystyki) wynika, ze co najmniej jedna aktywna osoba w tym watku tlucze swoja zone. Wierzysz w to?

PM7 pisze:Tak się składa że m.in. od Tomasza Jastruna dostałem kiedyś tomik Jego wierszy z autografem, za zwycięstwo w ogólnopolskim konkursie literackim. Ma się rozumieć że robiłem potem rozpoznanie, jak wygląda rynek wydawniczy, później prasowy... To naprawdę nie jest sposób utrzymywania się który bym polecił komukolwiek, no chyba że chciałbym wroga zwabić w pułapkę.


Dzizas. Swiat sie zmienia, dzis nie ma zapotrzebowania na poezje w postaci tomiku i to jeszcze taka jakas abstrakcyjna, ktorej malo kto rozumie i trzeba to rozumiec. Kolejny pojedynczy wyolbrzymiajacy przyklad potwierdzajacy jeden schemat.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Jean Michel Jarre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia